Paralaksa tła

Wystawa Blinkered

17 lutego 2019

Lifestyle

Malarstwo

Autor: Błażej Andrzej

Fotografie: Łukasz Olek

Wystawa malarza Łukasza Olka

Blinkered to wycinek świata ukazujący się w obiektywie fotograficznym, przełożony na język malarstwa abstrakcyjnego przez debiutującego malarza Łukasza Olka.

Wernisaż odbędzie się 29 marca, w Galerii NEY w Warszawie. Wystawa potrwa do 5 marca. Kuratorem wystawy jest Maja Tyborska.

 

Fotograficzny sposób przedstawienia, oparty na ostrości i precyzji kompozycyjnej w zestawieniu z malarską spontanicznością jest oryginalnym zapisem rzeczywistości, który balansuje na styku malarstwa i fotografii. Dzieła prezentowane na wystawie to w przeważającej mierze studium pejzażu. Niejednorodny, ale jednocześnie odrębny skrawek przestrzenny został zawężony do zaledwie kilku pikseli, aby następnie zostać rozciągnięty na wielkoformatowy obraz. To co figuratywne, zostaje zredukowane do możliwie najprostszej, a tym samym najistotniejszej esencji formalnej.

Wywiad z artystą

Jakie są główne tematy które realizujesz w swoich pracach?

Minimalizm, oraz gry z kolorem i fakturą. Porzucam figuratywność na rzecz abstrakcji, która poprzez użycie minimalnych środków jest dla mnie lepszym nośnikiem emocji i nastrojów. Niepokój jest moim stałym towarzyszem podczas procesu twórczego. Jednakże, monotonia jednolitego stylu czasami mnie nudzi dlatego robię „odskoki” w stronę figuratywizmu lub decyduję się badanie różnych technik.

Najlepsza rada jaką otrzymałeś jako artysta?

Kubek na kawę w jednoznaczny sposób powinien się odróżniać od kubka na brudną wodę z pędzli.

W jaki sposób zainteresowało cię twoje medium i co konkretnie cię przy nim trzyma?

Przez wiele lat byłem przywiązany do rysunku, ołówkiem lub cienkopisem. Potem jako grafik i fotograf, odkryłem kolory, co spowodowało, że czarno-biały świat przestał być wystarczający. Stwierdziłem, że chcę spróbować akryli, potem akryli łączonych z pastelami, potem z węglem, teraz zainteresowałem się olejami. W akrylach zachwyca mnie ilość dostępnych mediów, szybkość schnięcia oraz możliwość wykorzystania niestandardowych elementów przy nakładaniu farb na powierzchnię płótna. Narzędzi, którymi się posługuję, szukam w sklepach budowlanych: gąbki, packi, szmaty, szpachle.

Jeśli nie mógłbyś być artystą, byłbyś…?

Beztroskim,ekscentrycznym milionerem o hippisowskiej duszy, lub właścicielem baru na meksykańskiej plaży.

Jeśli miałbyś wybrać jedno dzieło na całe życie to co by to było?

Nie byłbym w stanie patrzeć wyłącznie na jedno dzieło, niezależnie od tego jak byłoby dobre. Tak, jak nie mógłbym do końca życia używać tylko jednego koloru, oglądać jednego filmu, słuchać jednej piosenki.

Muzyka czy cisza?

Muzyka, koniecznie muzyka! Podtrzymująca zastany nastrój, zazwyczaj odmienna od tej, której słucham na co dzień. Fever Ray, Agnes Obel, Soundtrack z „Vikingów”, ciężkie i depresyjne. Czasem przesłuchiwane na okrągło po kilkanaście razy.

Czy możesz opisać nam swój proces? Zaczynasz ze szkicem czy bez? Jak długo spędzasz nad jednym dziełem? Skąd wiesz, że jest skończone?

Nie lubię monotonii. Nie trzymam się protokołów. Maluję wyłącznie w nocy po kilka godzin. Mój nastrój inicjuje proces twórczy. Zdarza mi się rozpocząć pracę nad obrazem w sposób bardzo żywiołowy. Beztrosko bawię się kolorami i teksturą, obserwując z zaciekawieniem gdzie mnie to zaprowadzi. Mam momenty kiedy zaczynam od spontanicznie wykonanego szkicu na małym kawałku papieru, aby potem pokusić się o przeniesienie go na duży format. Często zamalowuje coś, co było już prawie skończone, nakładając kolejne warstwy, co może trwać kilka dni, albo nawet tygodniu. Uznaję, że obraz jest skończony jak tylko tylko mi się znudzi. Nuda uwalnia mnie od wiecznej pętli poprawek.

Twoi ulubieni artyści?

Francis Bacon, Lucian Freud, Mark Rothko, Mark Bradford… i na koniec, kto z nas nie lubi Banksy’iego?

Jakie są Twoje ulubione doświadczenia jako artysty?

Lubię tylko proces tworzenia, w trakcie tworzenia. Zaczynam być niezadowolony jak tylko odłożę pędzle i uznam dzieło za skończone. Już następnego dnia zaczynam czuć odrazę to stworzonego obrazu. Po kilku dniach oswajam się z jego wyglądem. Paradoksalnie dla mnie bycie artystą niesie więcej negatywnych niż pozytywnych uczuć. Czasami, wręcz obsesyjnie oddaje się rozważaniom o mojej własnej pracy, wahając się przed wykonaniem kolejnego kroku, aby nie zniszczyć już uzyskanego efektu. Emocje są dla mnie głównym mechanizmem kreacyjnym, przy czym najlepiej sprawdzają się u mnie te najbardziej niezdrowe i trujące. Spontaniczny dobór ciemnej kolorystyki wprowadza mnie w stan wręcz depresyjny, który utrzymuje się cały czas podczas malowania. Ulgą dla mnie jest ostateczne pozbycie się obrazu, oddanie go w posiadanie komuś innemu. Najważniejszym powodem działania jest dla mnie to, że ludzie nie wyrzucają obrazów. Zostają z nimi dłużej niż artyści…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *