Paralaksa tła

Historia 1001 koni mechanicznych

Wielkie osobistości

Autor: moto

Fotografie: Domena publiczna, internet

Historia marki Bugatti – to historia motoryzacji. Wszystko zaczęło się od prostych rzemieślników, a kończy najbardziej zaawansowaną technologią i najszybszym samochodem sportowym świata!

Wszystko za sprawą jednego człowieka – Ettore Arco Isidoro Bugatti. Urodził się 15 września 1881 roku w Mediolanie. Zmarł w 1947 roku w Paryżu. Syn projektanta biżuterii i mebli. Już w wieku 17 lat stworzył swoje pierwsze pojazdy, bazujące na trzykołowych rowerach z zamontowanym silnikiem tłokowym. Później baron de Dietrich, zafascynowany młodzieńcem nawiązał z nim współpracę. Współpraca jednak nie rozwinęła skrzydeł.

 

Młody Ettore sam postanowił działać i już w 1909 roku otworzył własną firmę w Alzacji w miejscowości Molsheim. Jego auta budowane były nie przez artystów, wykwalifikowanych w swoim rzemiośle specjalistów, ale przez prostych robotników. Pomimo tego, pierwsze modele uznawane są za wyjątkowe, perfekcyjne i niemal doskonałe auta sportowe. Są również wyjątkowo ekskluzywne. To określenie towarzyszyło marce Bugatti od samego początku, aż do dzisiaj.

Początek XX wieku to również początek wyścigów motorowych. Jednak w odróżnieniu od obecnej ich formy, pierwsze walki drogowe były swoistym rodzajem spektakli, a kierowcy wyścigowi pełnili rolę aktorów-bohaterów. Wielu twierdzi, że to właśnie Ettore Bugatti jako jeden z pierwszych potraktował samochody jako coś więcej niż narzędzia do podróży.

Widział w nich dzieło sztuki i starał się udoskonalać ich sportowe możliwości. Śmiało można powiedzieć, że to on jako pierwszy zaprezentował „prawdziwie sportowy samochód”. Jako pierwszy też zaprojektował auto z doładowaniem mechanicznym! Mało kto wie, że Ettore projektował również auta o napędzie… elektrycznym! Niestety, żadne nie wyszło poza fazę projektów i prototypów, a poruszał się nimi jedynie po terenie swojej fabryki. Szkoda, dzisiaj byłby z pewnością kolekcjonerskim rodzynkiem.

Sławę przyniósł wyścig GP Brescii. Był 1921 rok. Model T12 z ledwie 1,5-litrową jednostką napędową zapewnił Bugatti’emu nieśmiertelność. Grand Prix zakończyło się wynikiem o jakim w dzisiejszych czasach piszą gazety na pierwszych stronach, a serwisy internetowe grzmią wielkimi literami – cztery auta Ettore zajęły pierwsze cztery miejsca – 1-,2-,3- i 4-te!

To był jednak dopiero początek. W trzy lata później, w 1924 roku unowocześniony model T35 przez pięć kolejnych lat nie miał sobie równych praktycznie na całym świecie! Absolutna degradacja pozostałych producentów do

amatorów. Takie było Bugatti w swoich najlepszych latach.

Wyścigowe modele były lekkie, szybkie, precyzyjne i nieco ograniczone. Modele drogowe, takie jak chyba najsłynniejszy model 57 CS Atalante, były podobne, tyle że dodano do nich jeszcze coś – luksus, ekskluzywność oraz elegancję godną największych tego świata! Później sport nieco ustąpił miejsca luksusowi.

Gdy (jak głosi plotka) jedna z dam w rozmowie nadmieniła, że nigdy nie powstanie bardziej luksusowy samochód jak brytyjski Rolls-Royce. Myliła się. Ettore wziął zdanie na poważnie, i chwilę później powstał najbardziej ekskluzywny model – Type 41 Royale! Był zjawiskowy. W dzisiejszych czasach można go porównać do opinii o największych budowlach świata. Masa własna ponad 3 tony. Miał 6,5 metra długości, z czego 4,3 metra stanowił rozstaw osi, co w tamtych czasach oznaczało naprawdę kawał pojazdu.
W dzisiejszych czasach, nawet największe modele limuzyn nie mogą pochwalić się taką wartością, a co dopiero patrząc na silnik, który posiadał astronomiczną wręcz pojemność skokową wynoszącą 12,7 litra! Generował moc 300 KM. Rolls-Royce mógł tylko cieszyć się z tego, że jest „tym drugim”.

Model Royale jest o 20 procent dłuższy niż współczesny RR Phantom. Niestety, Royale stał się początkiem końca. Powstał w latach kryzysu ekonomicznego i tym samym był gwoździem do trumny marki Bugatti. Nie pomógł nawet stojący na tylnych nogach słoń z uniesioną trąbą znajdujący się na masce modelu. Tak kończy się pierwszy rozdział historii Bugatti.

Kilkanaście lat później, w latach 50-tych modelem T101 Roadster starano się przywrócić dawną sławę. Zabieg niestety się nie powiódł. Brakowało stylu, brakowało mocy, brakowało ducha Bugattiego. Powstało siedem egzemplarzy. I koniec. Następny model Typ 251, także przeszedł bez większego sukcesu.
Dopiero na początku 90-tych lat, czyli stosunkowo niedawno, grupa włoskich konstruktorów stworzyła samochód, który bez przeszkód mógł wozić na sobie emblemat Bugatti. Chodzi oczywiście o model EB110, czyli uczczenie 110 urodzin założyciela, to jest legendarnego Ettore. Samochód był równie nowatorski jak pierwowzory sprzed 70 lat.

Miał wszystko. Moc, styl, był jednym z najszybszych seryjnych aut świata, był technologicznie powalający i oferował to, czego nie można było dostać od innych producentów. W dodatku, posiadał historię i legendę. Niestety, mocy sprawczej starczyło na ledwie 126 egzemplarzy w tym 31 wersji EB110 Super Sport. Jeden z nich trafił nawet do świętującego swoje pierwsze sukcesy w Formule 1, Michaela Schumachera.
Moc od 550 do 600 KM (w topowej wersji) pozwalały na przyspieszenie do pierwszej setki w czasie 3,2 sekundy oraz przecinać powietrze z prędkością maksymalną około 350 km/h. Motorem była 3,5-litrowa jednostka napędowa V12 z 4 turbosprężarkami IHI. Utrzymanie produkcji nie było jednak możliwe. Marka została zakupiona przez Volkswagena. Jedni byli przerażeni, inni widzieli w tym szansę na rozwój, gdyż grupa VW mogła pochwalić się niewyobrażalną wręcz ilością kapitału. Koszty więc nie stanowiły problemu. Problem jednak stanowiło opracowanie następcy…

Kandydatów było wielu. Zaprezentowano modele koncepcyjne takie jak: EB112 (wyglądający jak dzisiejsze Porsche Panamera), EB118, ID90, EB218, czy 18.3 Chiron, później przekształcony w 18.4 Veyron. Który? Dzisiaj już znamy ciąg dalszy tej historii – Veyron już od samego początku, od chwili swojej premiery stał się królem wszystkich aut sportowych.

Jego początkiem był salon w Tokio w 1999 roku. Koncepcyjny 18.4 Veyron miał stać się rzeczywistością. Przez kolejne lata, do 2005 roku (czyli premiery wersji produkcyjnej), nieco się zmieniał. Zmieniła się nazwa, gdyż zmieniła się ilość cylindrów – z 18-tu do 16-tu, co i tak było ilością niespotykaną w żadnym innym aucie osobowym. Pozostała jednak założona moc maksymalna, to jest legendarne i marketingowo genialne 1001 KM!
Wyszło na to, że założona przez producenta moc stanowi jednak spory problem. Bez niej, Veyron nie byłby tym czym miał być. Więc badania trwały. Lata mijały. Jak chłodzić taki silnik? Efekt to aż pięć chłodnic! Jak opanować prędkość 400 km/h? Jak się z niej zatrzymać? A wszystko przecież miało być zwykłe, seryjne, dostosowane do średnio potrafiącego prowadzić kierowcy przeciętnego, a nie wyścigowego specjalisty…

O dziwo, Bugatti zamiast wycofywać się z kolejnych założeń, wszystkie rozwiązywało! Veyron stał się faktem. Zaprezentowano go w Genewie i później na konkursie elegancji w Peeble Beach. Produkcja ruszyła we wrześniu 2005 roku. Veyron jak żaden inny model po 1940 roku nawiązuje do pierwszych aut Ettore Bugattiego. Nazwany na cześć kierowcy wyścigowego Bugatti, Pierre’a Veyrona, który w 1939 roku wygrał 24-godzinny wyścig Le Mans.
Dwukolorowe malowanie nadwozia, w którym jedną barwą pokryto błotniki i drzwi, a drugą maskę, dach oraz cały tył nadwozia. Problemy techniczne udało się doskonale zakamuflować. Przykładem niech będzie system chłodzenia i fakt, że po wyłączeniu silnika, wysuwa się spojler, a przez jego otwór ciepło szybciej wydostaje się z komory silnika! Koła, grill, tylne błotniki czy linia boczna – wszystko to przypomina o historycznych modelach Bugatti’ego.

Wnętrze również nieco nawiązuje do pradziadów, ale dominuje w nim nowoczesny, minimalistyczny design. Konsola środkowa wykonana z aluminium, nowoczesne zegary na desce rozdzielczej, wspaniały lewarek dźwigni zmiany biegów, doskonałe stylowe fotele, a wszystko wykonane z materiałów najwyższej jakości o jakiej właściciele Mercedesów klasy S i BMW serii 7 mogą tylko pomarzyć. Nie brakuje też cieszących oko i ego gadżetów. Chyba najlepszym z nich jest znajdujący się obok prędkościomierza i obrotomierza, wskaźnik zużycia mocy. Wyskalowany do 1001 KM.

Jednak największe wrażenie robi oczywiście silnik i wszystko co z nim związane. Osiem litrów pojemności, 1001 KM (ciekawe, czy ktoś kiedyś mierzył Veyrona na hamowni?) oraz 1250 Nm maksymalnego momentu obrotowego! Wartości nieznane dotychczas w seryjnym samochodzie sportowym. Owszem, istnieją potwory ponad 1000 konne, ale nie można nimi udać się do teatru bez zawału serca. Veyron jest inny – potrafi prowadzić się niczym zwykłe auto, a gdy chcesz, wciskasz gaz do oporu i katapultujesz się w inny wymiar prędkości i rzeczywistości.

Motor pracuje we współpracy z 7-biegową skrzynią automatyczną. Osiągi również stanowią pomost pomiędzy sportowymi, ba, supersportowymi autami pokroju Ferrari Enzo, a bolidami Formuły 1! Pierwsza setka pojawia się po 2,5 sekundy (w czym spory udział ma stały napęd na wszystkie koła). Trzynaście sekund później na prędkościomierzu mamy już nie 200, ale 300 km/h!
Prędkość maksymalna stała się kolejnym powodem, dla którego Veyron nosi koronę – 407,8 km/h. Oznaczała rekord prędkości dla auta seryjnego. Później pobił go amerykański łobuz – SSC Ultimate Aero. Ale, to jeszcze nie koniec. Wyhamować, dzięki ceramicznym tarczom i tytanowym zaciskom, z prędkości maksymalnej Veyron może w 10 sekund z opóźnieniem 1,3 g (12,75 m/s2). Samo wysuwające się skrzydło pod kątem 70 stopni, w zaledwie 0,4 sekundy od momentu naciśnięcia pedału hamulca, zapewnia siłę opóźnienia na poziomie 0,6 g (5,88 m/s2). W 2009 roku dołączyła wersja Grand Sport, czyli wariacja na temat kabrioletu, choć w rzeczywistości bardziej przypomina wersję targa. Silnik pozostał ten sam. Wygląd różnił się nieznacznie. Przez lata powstało 12 wersji tego modelu w różnych wersjach. Wszystkie łączyły jedynie zmiany stylistyczne sprowadzające się do kolorów, materiałów wykończeniowych oraz nazw.

Plotki o wzmocnionej wersji przemykały przez sieć internetową i ginęły. Jednak po stracie rekordu, Bugatti spokojnie robiło swoje i nie przejmowało się medialnymi oczekiwaniami. Kwestię, kto jest najszybszym producentem na świecie, inżynierowie z Molsheim rozwiązali ostatnią, pożegnalną wersją – Veyron Super Sport. Mająca pokazać – ponownie – kto jest królem prędkości.

Moc silnika wzrosła do 1200 KM. Moment obrotowy do 1500 Nm. Dzięki zastosowaniu większej ilości włókien węglowych udało się zbić masę o 300 kg. Prędkość maksymalna (uśredniona) wyniosła 431,072 km/h! Przyspieszenia do pierwszej setki zeszło do 2,2 sekundy. Zmienił się także wygląd, a powodem była aerodynamika przy maksymalnych prędkościach.

Bugatti jeszcze raz pokazało, że założyciel Ettore czuwa i jego duch oraz filozofia nie zostały zmarnowane. Zapewne papa Bugatti przewraca się w grobie z zachwytu! Niebawem zaprezentowany zostanie kolejny model Bugatti. Może tym razem zobaczymy odniesienie do modelu Royale? Kto wie…