Paralaksa tła

Kiedy powstała Polska?

Lifestyle

Starożytna Polska

Autor: Sebastian Adamkiewicz
Tekst jest częścią dodatku tematycznego do Histmag.org, opracowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim, poświęconego 1050

Fotografie: Domena publiczna, internet

Polska nie powstała nagle. Nie stworzył jej wielki wybuch czy też moc nieogarniętych wzruszeń. Nie wydobyła się ani z wody chrzcielnej Mieszka I, ani z kurzu spod kopyt rycerzy grunwaldzkich. Kiedyś jednak przecież powstać musiała – nie tylko jako państwo, ale konstrukt kulturowy służący do samoidentyfikacji.

Mieszko obala pogańskie bałwany, grafika z XIX w

Wszystko już gotowe. Szampan pompatyczności i podniosłości chłodzi się już i czeka na otwarcie, ghostwriterzy szlifują ostatnie strony przemówień, które wypłyną z ust dygnitarzy, a polukrowane patriotyzmem torty już czekają, aby wbić w nie świeczki do zdmuchnięcia. Tylko ile powinno ich stać? Ile czekać na stęskniony w dziejowej warcie na swoje narodziny naród?

 

Potrzeba sacrum

Data chrztu Mieszka I stała się w naszym myśleniu o dziejach punktem zwrotnym. Zyskała wręcz wymiar ontologiczny, poszukujący w akcie zanurzenia w wodzie chrzcielnej początków polskiej państwowości. Pół biedy jeśli dzieje się to w poczuciu umowności tej daty, chęci uchwycenia nieuchwytnego w wąskie ramy chronologii. Dużo gorzej jeśli idzie za tym chęć wtłaczania polskości w zobowiązania zaciągnięte jakoby przez naszych przodków w – jak czasem się przypuszcza – Wielką Sobotę 966 toku.

Mieszko obala pogańskie bałwany, grafika z XIX w. (domena publiczna)

Oczywistym przecież jest, że jednej daty początku państwa wybrać się nie da, zwłaszcza jeśli będziemy ich poszukiwali w głębi dziejów, gdzie tradycja i zwyczaj więcej znaczyły niż inkaustem spisane prawo. Zresztą nawet w przypadku państwa nowoczesnego, w którym akt prawny ma moc sprawczą – spory o mityczny początek nie należą do rzadkości. Słowacy źródeł swojego państwa szukają w deklamacji wierszy na wzgórzach Krywania, a Francuzi w szturmie na bronioną przez „emerytów” i inwalidów Bastylię. Chronologia ma to do siebie, że rządzą nią emocje, zwłaszcza jeśli chodzi o opis wydarzeń nieuchwytnych i niezapisywalnych za pomocą jednej daty, a przecież takim wydarzeniem jest powstawanie państwa. Dlatego szuka się często wydarzeń magicznych, przypisując tym samym ojczyźnie wymiar większy niż tylko administracyjno-organizacyjny. Państwo staje się tym samym sacrum wykraczającym poza doraźne zarządzanie zasobami ludzkimi.

Chrzest Mieszka I w ten sposób narracji o dziejach wpisuje się doskonale. Nie jest przy tym oczywiście tak, że historycznie nie ma to żadnego uzasadnienia. Wydarzenie to – choć wiemy o nim stosunkowo niewiele, a większość tego co wiemy (włącznie z datą) to wyłącznie domniemania – jako jedno z pierwszych możemy uznać za historyczne. Świadczy o tym nie tylko bliski temu zdarzeniu opis Thietmara czy nieco późniejszy Galla Anonima, ale także odkrycia archeologiczne wskazujące, że w latach 60. X wieku rozpoczął się w Wielkopolsce proces chrystianizacji. Jednocześnie narracja o polskich ziemiach przestaje być mglista i ogólnikowa, a kraj Piastów zaczyna odgrywać w polityce międzynarodowej coraz większe znaczenie.

Państwo polskie za pierwszych Piastów (aut. Marcin Sobiech / EXGEO Professional Map)

Urodziny po urodzinach?

Gdyby jednak wczytać się dokładnie zarówno w pozostawione relacje, które dotrwały do naszych czasów, jak i przestudiować wyniki archeologicznych dociekań, to chrzest nie był początkiem państwa, lecz jedną z konsekwencji jego wcześniejszego kształtowania. Zarówno sieć grodów w Wielkopolsce, jak i ich domniemany wygląd i tempo rozwoju świadczą raczej o tym, że Mieszko przyjmując chrześcijaństwo zarządzał już całkiem sprawnie funkcjonującym państwem, niemającym bynajmniej wyłącznie plemiennego charakteru. Książę ma pod swoją władzą określone terytorium, rozwinięty aparat państwowy i armię, będącą gwarantem jego panowania. Zauważalny w okresie poprzedzającym sam chrzest proces rozwoju grodów (a także zastępowania starych nowymi) dowodzi, że Mieszko musiał być władcą dysponującym stałym dopływem „gotówki” i na tyle zamożnym, aby inwestować w zwarte systemy obronne. Jeśli dołożymy do tego ekspansję w stronę Pomorza Zachodniego owocującą pierwszymi kontaktami z niemieckimi możnowładcami, to w żaden sposób początków państwa nie możemy szukać w samym akcie chrztu, gdyż był on wtórny wobec ukształtowania się państwowości na terenie Wielkopolski.

Nigdy na chrzest jako na początek nie patrzyli także kronikarze – zarówno ci bliżsi wydarzeniom, jak i późniejsi, którzy obok historycznych faktów tworzyli mityczne narracje pragnące cofnąć dzieje kraju aż do starożytności. O ile większość z tych opowieści jest bałamutna i niewiarygodna, to pokazuje, że państwowość starano się przedstawić nie jako efekt chrztu, ale coś wobec tego faktu pierwotnego. W opisie Jana Długosza Mieszko przyjmując chrzest był już władcą państwa zakorzenionego, pełnego tradycji i świadomego swoich dziejów. Legendy o dwunastu wojewodach rządzących w okresach przedchrześcijańskich bezkrólewi pobudzać będą wyobraźnię Polaków zarówno w czasie obrad Sejmu Wielkiego, jak i po utracie niepodległości. Jeden z ojców rodzimej historiografii – Joachim Lelewel – w pogańskich wiecach dopatrywać się będzie źródeł wrodzonego republikanizmu.

Chrzest nie był więc ani początkiem, ani nawet kulminacją kształtowania państwa. Za taką kulminację bardziej można uznać zjazd w Gnieźnie, na którym ogłoszono postanowienie dotyczące reorganizacji struktur kościelnych w Polsce. To, że zrobiono to zaledwie niecałe 40 lat po domniemanym chrzcie, świadczyć może wyłącznie o tym, że Polska urodziła się wcześniej niż w 966 roku, w momencie chrztu będąc już całkiem dojrzałym państwem. Nie mniejsze znaczenie miały także plany Ottona III, który na monarchii Chrobrego oprzeć chciał swój plan względem miejsca Słowian w jego uniwersalistycznym cesarstwie. Czy byłby tak szalony, aby tak trudną misję powierzać państwowym żółtodziobom?

Złota Kaplica w Poznaniu – posąg Mieszka I i Bolesława Chrobrego, fot. RadomilPaństwo to on!

Warto przy tym zastanowić się o jakim państwie tutaj mówimy, bo najpewniej dalekie było ono od współczesnych wyobrażeń podmiotu realizującego interesy swoich obywateli, działającego na ich korzyść i za ich pozwoleniem. Państwo Mieszka nie było abstrakcyjną Polską, w której nazwie tkwią marzenia i ambicje jej obywateli. Nie było ciągiem historycznych tradycji, wspomnieniem przelanej krwi przodków, nie było nasiąknięte sentymentem czy poczuciem wspólnoty pokoleń. Nie było więc państwem w tym sensie, w jakim my je widzimy teraz, nie bez powodu familiarnie nazywając ojczyzną. Dla Mieszka była to po prostu jego własność, którą wyznaczał ostrzem miecza i ogniem pochodni. Mieszkańcy byli dla niego poddanymi, którym gwarantował spokój w zamian za sowicie składane daniny. Rozwój wymuszała zaś chęć utrzymania tegoż państwa, zarówno w obliczu zagrożeń zewnętrznych jak i wewnętrznych.

Chrzest nie był więc inicjatywą, która jakkolwiek brała pod uwagę uczucia czy poglądy mieszkańców Wielkopolski. Był wyłącznie prywatną decyzją księcia, który służyć miał jego interesom i jego pozycji wśród władców ówczesnej Europy. Zatem patrzenie na chrzest z perspektywy budowania dzisiejszego rozumienia państwa jest błędne. W stosunkach książę-poddani zmieniał on niewiele, być może bardziej narażając księcia na bunty niż pomagając mu w ugruntowaniu władzy. Czym innym były relacje międzynarodowe, w których stawał się partnerem wiarygodniejszym i przewidywalnym, co w kontekście sąsiedztwa z cesarstwem i planów ekspansji na północ było niezwykle istotne. Czy więc wraz z chrztem urodził się naród? I w tym przypadku odpowiedź musi być przecząca. O jego powstaniu decydowały zupełnie inne czynniki, które działać zaczęły wiele lat po śmierci Mieszka.

Zatem choć chrzest z całą swoja sakralną otoczką, emocjami, podniosłością chwili i efektem przejścia z jednej rzeczywistości do drugiej doskonale pasuje jako punkt zwrotny w dziejach, to trudno jest jednoznacznie wskazać jego państwowo- czy narodowotwórczy charakter. Chrześcijaństwo nie było przecież warunkiem do rozwoju ani państwa, ani poczucia wspólnotowości. Państwo litewskie i bez tego stało się przecież ważnym graczem w walce o dziedzictwo dawnej Rusi Kijowskiej, a książęta poganie doskonale radzili sobie z organizacją państwowości. Nie w tym więc tkwiła istota chrztu i jego znaczenie. Gdzie więc poszukiwać źródeł Polski i jej początków? Jeśli nie w chrzcie, to które z wydarzeń mogłoby być naszym początkiem?